Głód/Exit
Haft ręczny na tkaninie
2019
160 x 220 cm, fot. Mateusz Torbus
Praca z cyklu Obrusy. Na tkaninie artystka cytuje opowieść 91-letniej Hanny Basaraby, która jest jedną z ostatnich żyjących świadkiń Wielkiego Głodu na Ukrainie. W 1933 roku Stalin zagłodził pięć milionów ludzi, może więcej. Co siedem sekund na ukraińskiej wsi ktoś umierał z głodu. Jej opowieść wysłuchał i spisał Witold Szabłowski. Drożyńska przepisała ją haftem ręcznym na tkaninie w języku angielskim, by jak chciała opowiadająca: wszyscy powinniśmy o tym wiedzieć i pamiętać:
„Jadło się, cokolwiek się udało znaleźć. Pleśń. Korę drzew. Mięso zdechłych zwierząt. Miałam wtedy sześć lat i pamiętam, że cały czas, absolutnie cały czas, byłam głodna. Po wsiach chodziły wtedy, w 1933, specjalne komisje, sprawdzać, czy ktoś nie ukrywa jedzenia. Co znaleźli – rekwirowali. Nasz sąsiad był w takiej komisji, zabierali każdą roślinę, którą można było zjeść. Szczaw. Korę brzozy. Nawet świece zabierali, bo ludzie w desperacji próbowali robić na ich bazie zupę. Stalin im kazał Ukrainę zagłodzić i oni w tym pomagali; nikt nie patrzył, sąsiad czy nie. Chwilę przed Wielkim Głodem mój ojciec poszedł pracować do kołchozu. Ktoś tam zrobił błąd, dali źrebakowi za dużo jedzenia, i zdechł. Oskarżyli ojca, że to przez niego i posadzili go na kilka miesięcy do więzienia. Za sabotaż. Jak miał już wyjść, mama nie chciała, żeby wracał taki kawał drogi na bosaka. Sprzedała jedyną krowę i posłała mu pieniądze, żeby kupił sobie buty. Tata buty kupił i ruszył na piechotę do domu. I tak się stało, że jak już prawie był w wiosce, napadli go w lasku Boreckim, tu, niedaleko mojej wsi Rostówka, i zabili. Wszystko przez te buty. Chcieli mu je ukraść. Ci złodzieje to zresztą też byli nasi sąsiedzi. I na ten najtrudniejszy rok, 1933, i na tę najtrudniejszą zimę, kiedy tyle ludzi umarło z głodu, mama została sama z szóstką dzieci, za to bez krowy. W całej wiosce wtedy ludziom dzieci umierały. A jakoś tak się stało, że naszej mamie nie umarło ani jedno. Wszystkim nam się udało przeżyć. Nie wiem, czy była we wsi druga taka rodzina. Ja miałam szczęście, bo chodziłam do przedszkola i tam zawsze raz w ciągu dnia dawali do jedzenia taką cienką zupę. Ale mimo tej zupy byłam tak spuchnięta, że nie mogłam chodzić. Wszystkie dzieci były spuchnięte. Cieniutkie nóżki, cieniutkie rączki, i do tego wielkie brzuchy. Mówiło się wtedy na nas „rachityczne dzieci”. Że takie zabiedzone. Co chwilę ktoś z dzieci, które znałam i z którymi się bawiłam, znikał. Nie przychodził już do przedszkola. Nikt nie pytał, co się stało. Nie było sensu pytać. To było jasne”.
„Głodujący zamieniają się w uciekinierów” [1]. Potrzeby powodują migrację. Głód fizyczny, głód jako impuls do zaspokojenia potrzeby spełnienia, lepszego życia każe wyruszać w drogę. Iść, jechać, przemieszczać się. Centralnym miejscem tkaniny są jelita. Zakończenie przewodu pokarmowego, nazywane drugim mózgiem. 90 proc. sygnałów wędruje z jelit do mózgu [2]. Jeżeli ktoś obserwuje u siebie stany depresyjne, lękowe czy objawy dużego stresu, może podejrzewać, ze przyczyna nie tkwi w głowie, ale właśnie w jelitach [3]. Jakość pokarmu ma wpływ na to, jakie sygnały przenoszone są do mózgu, a w konsekwencji na jakość życia. W jelitach odbywa się proces perystaltyki [4], jest to ruch związany z przemieszczaniem się pokarmu z przewodu pokarmowego do odbytnicy, jest on procesem analogicznym do migracji.
W jelitach zapisałam frazę chleb/hlep/help. Fraza odnosi się do teorii Saussure’a langue a parole [5]. Słowa w wyrażeniu wynikają jedno z drugiego. Chleb został wyhaftowany poprawnie gramatycznie, hlep fonetycznie, help jest zapisem z litrówką wersji fonetycznej oraz słowem w j. angielskim. Między trzema słowami pojawia się przestrzeń znaczeniowa – geograficzna. Relacja między Ukrainą, Polską i Wielką Brytanią, między emigrantami ekonomicznymi i autochtonami.
[1] Martín Caparrós, Głód, Wydawnictwo Literackie 2016, str. 82
[2] https://pulsmedycyny.pl/jelita-to-nasz-drugi-mozg-885479 dostęp 22.05.2020
[3] tamże
[4] tamże
[5] https://pl.wikipedia.org/wiki/Perystaltyka


